7.2.17

Floslek'owy zawrót głowy - żele do powiek i pod oczy



Witajcie!
Aż ciężko mi uwierzyć, że jest już luty! Na trzecim roku czas pędzi nie zważając na nic ani na nikogo. Chyba będę musiała wyznaczyć sobie dni, w które pojawiać się będą publikacje, bo mam wrażenie, że to czas gospodaruje mną, a nie ja nim.
No, ale do rzeczy... Przychodzę dziś do Was z pierwszą recenzją na moim blogu. Pod skalpel pójdą żele do powiek i pod oczy firmy Floslek. Dostępne są one w dwóch wersjach: małych słoiczkach, które ja posiadam, oraz w tubkach do wyciskania. Są HOT or NOT? Ludzie z mojego otoczenia zdecydowanie twierdzą, że HOT. Ale przecież ja mogę mieć inne zdanie, prawda? :) Tego dowiecie się, czytając dalej. Zapraszam :)

Prawdę mówiąc, do poznania tych produktów nieco bliżej, zainspirowali mnie ludzie z mojej grupy TWARZING na facebook'u. Używałam już wcześniej tego kosmetyku i byłam z niego zadowolona, jednak po wszystkich pozytywnych opiniach, jakie go tam owiewały, zaczęłam zastanawiać się, dlaczego Floslek nie dostał jeszcze nominacji do nagrody Nobla. Przetestowałam trzy z sześciu dostępnych żeli i śmiało mogę podzielić się z Wami opinią na ich temat.
Zamknięte w kolorowych słoiczkach produkty stanowiły mój codzienny rytuał w pielęgnacji okolic oczu. Zdecydowanie mogę dać im plus za szybką wchłanialność i całkiem dobre nawilżenie normalnej skóry. Tak, celowo dodałam słowo "normalnej". Miałam, niestety, okazję sprawdzić, jak ów Floslek sprawdza się na skórze ostro przesuszonej, obolałej, podrażnionej i ściągniętej. Przez pewien nieprzyjemny incydent tak właśnie wyglądały okolice moich oczu. Żel, jak przy pomocy czarodziejskiej różdżki, dał im w kilka sekund ulgę i doskonale je nawilżył. Mam jednak wrażenie, że nie na długo. Albo moja skóra zbyt szybko go wchłonęła, a nie była to wystarczająca ilość produktu, albo po prostu żel nie daje efektów długotrwałych. Tego nie potrafię ocenić, ani sprawdzić ponownie, gdyż nie płaczę zbyt często :) 



Jeśli chodzi o skład, to nie powala on na kolana. Całkiem średni, ale też nic wyjątkowo szkodliwego. Z dwa konserwanty, ekstrakt z chabru bławatka, rumianku lub babki lancetowatej (w zależności od rodzaju), a także świetlik oraz panthenol, który łagodzi podrażnienia. I właśnie w każdym z trzech żeli pojawia się ten sam problem. Nie robią nic nadzwyczajnego. Po zapewnieniach producenta spodziewałabym się zniknięcia worków, obrzęków lub cieni pod oczami, niestety nic z tego. Na szczęście nie mam z tym większego problemu, wystarczy, że porządnie się wyśpię.

Jeśli chodzi już o te mniejsze plusy, to konsystencja bezbarwnego i bezzapachowego żelu jest bardzo przyjemna, choć przez kilka pierwszych minut po aplikacji, czuję nieprzyjemną lepką powłokę. Ale nie martwcie się, trwa to tylko chwilę. Ponadto słoiczek jest bardzo wygodny w użytkowaniu, a także idealny do torebki, pewnie się zakręca. Nie polecam natomiast tego opakowania posiadaczkom długich paznokci. Wydłubywanie produktu spod nich jest mało komfortowe ani estetyczne. Cena, to około 5 zł w aptece. Z dostępnością też nie ma większych problemów, szczególnie, jeśli mówimy o rumianku, czy babce lancetowatej. Z przykrością, nigdzie nie mogłam dostać aloesu.
Jedynym minusem (pomijając brak głównych efektów) jest to, że wyjątkowo często dostaje mi się on do worka spojówkowego i przez kilka sekund nieprzyjemnie piecze. 

Podsumowując, jest to naprawdę dobry dermokosmetyk, jak na taką cenę. Jeśli nie macie większych problemów z okolicami oczu, śmiało możecie go kupować. Nie zawiruje on świata, ale konkretnie nawilży i pozostawi skórę miękką, o wiele bardziej elastyczną. W swojej szufladzie mam już kilka nowych produktów do wypróbowania, ale z pewnością, za tę cenę i jeśli nie znajdę nic z efektem WOW, kupię żel od Floslek ponownie. 

Pamiętajcie, że zawsze czekam na Waszą opinię odnośnie mojego wpisu, a także kosmetyku, który recenzuję :) Wiem, że początki są zawsze trudne, ale zobaczycie, jeszcze zrobię z tego bloga coś dużego, a wtedy będę pamiętać o ludziach, którzy byli ze mną od początku i utwierdzali mnie w przekonaniu, że powinnam go pisać. Zostawiajcie też w komentarzach linki do swoich blogów, subskrybujcie itp., a ja odwdzięczę się tym samym, ponieważ zawsze chętnie poznaję nowe zakamarki internetu :D

 Paulina

1 komentarz:

  1. Już myślałam, że to będzie coś wow, dla dojrzałej cery, która potrzebuje turbonawilżenia, ale widzę, że chyba nie będzie szału i póki co muszę zostać przy Clinique eyes repair

    OdpowiedzUsuń