29.1.17

DIY Naturalne Szaleństwo czyli peeling cukrowy do ust


Tak, jak obiecałam, ruszam z kopyta w nadrabianiu postowych zaległości.
Dzisiaj pojawił się na moim blogu pierwszy post z serii DIY. Serdecznie zapraszam do komentowania :)
Któregoś dnia, gdy jeszcze pracowałam w sklepie z naturalnymi kosmetykami, zaczęłam zastanawiać się nad fenomenem cukrowego peelingu do ust. Kosztował on 11 zł za maciupeńkie opakowanie, jednak wiele klientek rzucało się na niego, jak na świeże bułeczki. Po kilku tygodniach, stwierdziłam, że 11 zł, to może nie tak dużo, ale na pewno można zrobić go samemu za o wiele niższą cenę. Wróciłam po pracy do domu i wygrzebałam z kosmetycznej szuflady balsam do ust o bardzo ciekawym składzie, a że mam ich kilka, bo rozdawałam je kiedyś klientom, gdy byłam hostessą, to nie było niczego do stracenia. Zabrałam się więc do roboty.
Jak już wspomniałam, balsam, który stał się bazą dla mojego cukrowego peelingu, miał bardzo ciekawy skład (przy okazji możecie sami spróbować go przeanalizować :) Jeśli jeszcze nie wiecie, jak to ugryźć, odsyłam Was do moich dwóch pierwszych postów: INCI po raz pierwszy oraz INCI w praktyce czyli jak nie zwariować).

INCI: All organically grown. butyrospermum parkii (shea nut) fruit, helianthus annuus (sunflower) seed oil, cera alba (beeswax), simmondsia chinensis (jojoba) seed oil, calendula officinalis (marigold) flower extract.

No dobrze, więc przechodząc już do konkretów... Stworzenie takiego peelingu do ust było zabójczo proste. Otworzyłam słoiczek i szpatułką wydłubałam około połowę mazidełka. Wsypałam pół łyżeczki brązowego, trzcinowego cukru i wymieszałam z resztą balsamu.




Całość zadziwiająco łatwo i szybko się połączyła, dając jednolitą masę. Po wymieszaniu, doszłam do wniosku, że cukru mogłoby być więcej, więc bezproblemowo dodałam jeszcze trochę i uzyskałam efekt, jaki chciałam, zdecydowanie nie za 11 zł. Na zdjęciu poniżej stoją obok siebie dwa słoiczki: pierwszy ze zrobionym już cukrowym peelingiem do u, a drugi z oryginalnym balsamem.



Po kilku tygodniach użytkowania, stwierdzam, że była to udana próba zaoszczędzenia pieniędzy i zrobienia czegoś własnoręcznie, szczególnie, że nie napracowałam się przy tym praktycznie nic!
Peeling idealnie spełnia swoje zadanie, usuwając martwy naskórek, a także poprawia ukrwienie warg, przez co robią się piękne, soczyste i czerwone, jak letnie truskawki :)

Co bym poprawiła w tym peelingu? Następnym razem dodam jakiegoś aromatu do smaku i spróbuję z białym cukrem, zamiast brązowego, ponieważ ma mniejsze ziarenka i wydaje mi się, że będzie jeszcze bardziej precyzyjny.

Zdecydowanie polecam takie eksperymentowanie! Daje ono przede wszystkim dużą satysfakcję, ale także pewne doświadczenia. Na pewno niedługo zrobię więcej swoich kosmetyków.

Podzielcie się ze mną w komentarzach swoją krytyką lub pochwałą, odnośnie mojego peelingu w połowie własnej roboty :)

Zapraszam Was też do obserwowania mojego bloga tutaj, jak i na instagramie (twarzing). Z przyjemnością odwzajemnię się tym samym, ponieważ bardzo lubię poznawać nieznane mi jeszcze blogi :)


  Paulina










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz