29.1.17

DIY Naturalne Szaleństwo czyli peeling cukrowy do ust


Tak, jak obiecałam, ruszam z kopyta w nadrabianiu postowych zaległości.
Dzisiaj pojawił się na moim blogu pierwszy post z serii DIY. Serdecznie zapraszam do komentowania :)
Któregoś dnia, gdy jeszcze pracowałam w sklepie z naturalnymi kosmetykami, zaczęłam zastanawiać się nad fenomenem cukrowego peelingu do ust. Kosztował on 11 zł za maciupeńkie opakowanie, jednak wiele klientek rzucało się na niego, jak na świeże bułeczki. Po kilku tygodniach, stwierdziłam, że 11 zł, to może nie tak dużo, ale na pewno można zrobić go samemu za o wiele niższą cenę. Wróciłam po pracy do domu i wygrzebałam z kosmetycznej szuflady balsam do ust o bardzo ciekawym składzie, a że mam ich kilka, bo rozdawałam je kiedyś klientom, gdy byłam hostessą, to nie było niczego do stracenia. Zabrałam się więc do roboty.

Przerwa techniczno-wypoczynkowa


Witajcie po krótkim czasie!
Tuż po założeniu bloga i napisaniu trzech pierwszych postów miałam krótką przerwę, spowodowaną problemami technicznymi i graficznymi bloga. Trzeba było przekształcić szablon i zrobić blog takim, jakim być powinien. Bardzo pomogła mi w tym Kasia, która praktycznie wszystko zrobiła sama (praktycznie nic ze mną nie uzgadniając :D). Ale przecież przyjaciołom się ufa. Mamy więc nadzieję, że nowy wygląd bloga Wam się podoba i jest czytelny. Dajcie mi o tym znać w komentarzach.
Potem wyjechałam na wakacje życia, które okazały się jednak być niestety najgorszymi wakacjami w życiu...

19.12.16

Kim jestem i co tutaj robię?

Mam na imię Paulina.
Jestem tylko studentką, więc jak na studenta przystało (szczególnie takiego, który wybrał filologię japońską, na prywatnej uczelni), nie jestem milionerem. Dlatego często szukam tańszych zamienników kosmetyków, których używam. Ale czy oby zawsze się to opłaca? Być może...

INCI po raz pierwszy






Tak, jak już wspomniałam w poście "Kim jestem i co tutaj robię?", na pierwszy ogień pójdzie umiejętność rozszyfrowania składów, podanych na produktach, które potencjalnie mają być waszymi przyszłymi kosmetykami. Wiem, wiem, to skomplikowane, czaso i pracochłonne oraz po prostu nie do pojęcia. Tak samo myślałam na początku, ale teraz śmiało stwierdzam, że nie jest to takie trudne. Po prostu trzeba zapamiętać kilka zasad, a później leci zaskakująco łatwo. Uwierzcie mi, że po krótkim czasie, bez wizyty u dermatologa, da się nawet rozpoznać substancję, która nas podrażnia, czy uczula. A jeśli już przy alergenach jesteśmy, to jest ich 26, które muszą być napisane w składzie, jeśli występują choć w 0.01%. I to niech będzie nasz pierwszy punkt listy z zasadami, które pomogą nam uporać sobie z tym całym INCI.

INCI w praktyce - jak nie zwariowac'



Jeśli zapoznaliście się już z moim poprzednim postem "INCI po raz pierwszy", to wiecie już jak, w suchy sposób, rozpoznać większość substancji zapisanych na opakowaniach kosmetyków. Teraz dla odmiany zobaczymy, jak to wygląda w praktyce. Spróbujemy zaklasyfikować składniki do tych "dobrych" i "złych", choć wcale nie jest to taka prosta sprawa.